Wolontariat - moja droga
Mój kolega startował w 32 Maratonie Warszawskim. Ja sama w życiu bym tyle nie przebiegła, ale chciałam bardzo być gdzieś koło niego na trasie. Zaczęłam szukać informacji o trasie biegu na stronie Fundacji Maratonu i tam też natknęłam się na notkę o tym, że organizator poszukuję osób chętnych do pomocy w organizacji biegu.
O tak, to coś dla mnie, pomyślałam, będę blisko biegaczy - kolega się zdziwi. Na spotkaniu rekrutacyjno-informacyjnym miałam w sobie tyle chęci i pasji, że zaufano mi i powierzono funkcję animatora na trasie. Ależ to była przygoda, stałam na arcytrudnym 39 kilometrze i z całego serducha zachęcałam biegaczy do walki. Do dziś pamiętam minę mojego kolegi, który zobaczył mnie z megafonem na trasie, wow! A po biegu podchodzili do mnie obcy ludzie i dziękowali za wsparcie, nie zapomniane uczucie.
Bardzo mi się to spodobało. Z każdym następnym dniem szukałam na własną rękę informacji o imprezach sportowych, które potrzebują wsparcia. Oczywiście najciemniej pod latarnią, od lat kibicuję aktywnie warszawskiej Legii i nagle mnie olśniło - może i ten klub szuka kogoś do pomocy. I faktycznie tak było. Zapisałam się na spotkanie informacyjne i w ten sposób dołączyłam do grona wolontariuszy Legii.
Była to późna jesień 2010 roku. Pierwszy mecz to było dla mnie przeżycie, wszystko było nowe. W ogóle nie myślałam o tym, że może powinni mi za to zapłacić, nie miałam postawy roszczeniowej, nie narzekałam, nie marudziłam, robiłam swoje z wielką radością i tym wyróżniałam się spośród innych, nie wiedzą, nie doświadczeniem, stażem czy nadprzyrodzonymi zdolnościami, nikogo też wcześniej w tym klubie nie znałam. Moja postawa sprawiała, że dostawałam coraz więcej zadań. Aż w styczniu 2011 klub wysłał mnie na szkolenie organizowane przez PZPN i przeznaczone dla pionu bezpieczeństwa w klubach piłkarskich.
Szkolenie to nosiło nazwę: Stewarding - Najwyższa Jakość Organizacji Imprez. Szkolenie trwało 4 dni, a koszty szkolenia poniósł klub. To było niesamowite przeżycie, na szkoleniu były najważniejsze osoby z klubów Ekstraklasy odpowiadające za bezpieczeństwo, a w śród nich ja - jeszcze do niedawna kibic.
Po zakończeniu szkolenia otrzymałam certyfikat trenera na licencji PZPN. W marcu 2011 przeprowadziłam samodzielnie 1 szkolenie dla 50 wolontariuszy Legii Warszawa. Mój audytor z PZPN-u wystawił mi wysokie noty. Potem było następne szkolenie, teraz jestem w trakcie kolejnego. Mam na swoim koncie ponad 150 przeszkolonych osób.
Moja wartość osobista zaczęła szybko wzrastać, stałam się pewna siebie, odważna, zdecydowana. Poprawiła się moja mowa niewerbalna, komunikacja interpersonalna szybko osiągnęła bardzo wysoki poziom. Kontakt wzrokowy, śmiałe formułowanie myśli, a przede wszystkim odpowiedzialność za moje czyny i słowa szybko zmieniała postrzeganie mojej osoby przez innych.
W strukturach wolontariatu Legii obejmowałam coraz to nowsze misje, obecnie kieruję pracą Stewardów na całej trybunie.
To, czego nauczyłam się w wolontariacie przekładało się na moje życie zawodowe. Wcześniej wykonywałam swoją pracę, byłam dobrym pracownikiem i tyle. Natomiast to szybko się zmieniło. Wzmożony kontakt z wolontariuszami i ich postawa wobec mnie sprawiła, że tę pewność siebie przeniosłam także do pracy.
Zmiana mojej postawy, wzrost świadomości, że to ja mogę mieć wpływ na innych sprawiła, że w mojej firmie zaledwie po 2 miesiącach po moim pierwszym poprowadzonym szkoleniu ze Stewardingu awansowałam na stanowisko kierownicze. Jestem pewna, że gdyby nie wolontariat sportowy musiałabym zainwestować wiele pieniędzy na szkolenia, aby móc się rozwija tak szybko i dynamicznie i być tu gdzie jestem.
Teraz stawiam sobie nowe cele w dziedzinie wolontariatu sportowego, poznaję ciekawych ludzi, angażuję siebie i swoich znajomych w różne przedsięwzięcia i z niecierpliwością czekamy na Euro 2012 by tam w pełni pokazać, na co nas stać.


























Kontakt:
Widzę, że koleżanka pisze ze
Widzę, że koleżanka pisze ze stolicy. Tam jest łatwiej niż w naszej zamkniętej Łomży w której nic się nie dzieje. Wolontariat sportowy? W Łomży? Przykro mi ale tu coś takiego nie ma miejsca. Na meczach ŁKS za bezpieczeństwo odpowiada firma ochroniarska, stewardzi są ale ich nie widać. Niższa liga więc po co się pchać.
Ale mimo wszystko fajnie posłuchać kogoś kto na coś takiego się zdecydował.